Bez rezerwacji sie nie obeszlo. Szczegolnie ze zostalismy zaprowadzeni w specjalne miejsce. Niestety w ogole nie pamietam, gdzie to dokladnie bylo. Labiryntu uliczek w Shinjuku nawet Japonczycy nie sa w stanie ogarnac.
Drewniany wystroj; ganek w ktorym zostawia sie buty; mila obluga w kimonach, na ktora wola sie glosno “SUMIMASEN”, jesli czegos potrzeba; kotatsu z dziora w podlodze, aby mozna bylo tam zsunac nogi… przede wszystkim dobre jedzenie.
Przegryzka do piwa – liscie kaputy z pasta miso [haha]
Przystawka – surowa watrobka drobiowa maczna w sosie [chyba sojowym z dodatkowa duza iloscia soli] – dobre, ale SLONE jak jasny gwint
Danie glowne – postawiona na stole kucheka z bulgoczacymi: flaczkami, makaronem udon, tofu, grzybkami, warzywami, kielkami, serem zoltym na przykrycie… Cholernie sycace danie ![]()
Na przegryzki – mini szaszlyki z watrobki, serc, drobiu…… i osobo mini omleciki
Po tak sytej kolacji bylismy w stanie jedynie “wytoczyc sie”do baru